oj oj...nieładnie dziewczęta, że tak zaniedbałyśmy bloga...ale była sesja, więc można to usprawiedliwić...chociaż nie, sesja to żadne wytłumaczenie! Przecież 24h/ dobę nikt się nie uczy, chyba że jest kujonizerem :D
ja dziś od rana się obijam, tzn. nie do końca bo obiad robiłam i puzzle układam i trochę dance dance dance na macie:) a swoją droga to przydałoby się zrobić zawody na dance macie:)
ale już mnie męczy te obijanie, nie lubię tak...mam wrażenie, że marnuję czas, przecież tyle pożytecznych rzeczy można by było zrobić...
juz mnie wena na pisanie opuściła, więc lepiej skończę ten wywód. buziaki dla Was! i udanych ferii:)
poniedziałek, 9 lutego 2009
wtorek, 20 stycznia 2009
z okazji Dnia Babci:)
Z okazji tego, że jutro jest dzień Babci:) a Wy kiedyś też pewnie nimi będziecie ;) to tutaj króciutka charakterystyka :) kilku typów babć:P
Babcie łowcy krzeseł - gdy autobus się zatrzyma i otworzy drzwi, ty nawet nie zdążysz sobie tego uświadomić, a ona już siedzi.
Babcie akrobatki - widząc wolne krzesło po drugiej stronie autobusu w cudowny sposób odzyskują mobilność, wrzucają laskę pod pachę i biegną do krzesła co sił w nogach.
Borostwory - ogromne babcie w futrzanych płaszczach zajmujące z reguły 1,5 - 2 miejsc siedzących. A niejako przeciwieństwem borostworów zajmujących dwa miejsca są babcie towarzyskie, które koniecznie muszą zmieścić się koło osoby siedzącej w Manie na tzw. "półtoraku". Bardzo ciekawa jest obserwacja jak one próbują tam usiąść. Najpierw siadają bokiem na samym brzegu, potem powoli wykonują obrót o 90 stopni i wtedy dociskają drugą osobę do okna. W przypadku siedzenia na podeście cały czas trwa walka o utrzymanie tyłka na miejscu podczas zakrętów.
Babcie wilki - atakują wataha, ich szczekanie rozlega się na cały autobus i wygryzają każdego z ich siedzeń
Babcie lokomotywy - jak siedzisz w autobusie, staja nad Tobą i zaczynają sapać. Niektóre sapią tak intensywnie, ze czujesz co jadła kilka godzin temu... Szczególną odmianą jest babcia Lord Vader. Sapie w szczególnie niemiły, metaliczny sposób. Człowiek tylko czeka na moment kiedy zadusi go posługując się ciemną stroną mocy.
Babcie ankieterki - na kilka przystanków przed ich docelowym przepytują ludzi, kto kiedy wysiada i starają się odpowiednio ustawić wszystkich w przejściu.
Babcia "Last Minute" - nie wstanie przed swoim przystankiem, ale siedzi twardo do samego końca i podrywa dupsko i przebija się do wyjścia jak kula armatnia dopiero wtedy, gdy ludzie zaczynają (na jej przystanku) wsiadać do transportera.
Babcia "Dromader" - widywane niegdyś w dużych ilościach koło HIT'a w '128'. W busie najpierw ląduje ciężko jedna pełna siata, potem druga, na końcu tarabani się staruszka wciągając za sobą wyładowany wózeczek. Potem przewala się z tym wszystkim jak walec przez zatłoczony autobus. Zawartość siat stanowi zazwyczaj jakieś 20 kilogramów cukru lub tyle samo mąki, woda w pięciolitrowych butlach i inna masówka, zakupiona zapewne dla całej kamienicy. Mi by się nie chciało tachać tych kilogramów, więc uważam, że tym babciom nie należy ustępować miejsca.
Babcia "Predator" - najbardziej obrzydliwy, wredny typ. Pokonuje nieraz spore dystanse do przystanku, ale już w busie czy tramwaju nie jest w stanie przejśc tych 6 metrów do wolnego miejsca, tylko staje nad kimś młodszym i terroryzuje go. Biedni młodzi ludzie kierując się kindersztubą ustępują grzecznie i przenoszą się gdzie indziej. A to jest błąd! Takiej babci trzeba wymownym wzrokiem pokazać wolne miejsce.
Babcie - siatomioty - wsiada sobie taka jedna do autobusu (ew. tramwaju), czujnym zwinnym okiem namierzając pozycję wolnego krzesła oraz najbliższego kasownika. Po przekalkulowaniu i zrobieniu symulacji (chodzi o trójwymiarową symulację ruchu współpasażerów w najbliższych 10 sekundach nałożoną na plan przestrzenny krzesło-kasownik-własna pozycja) rzuca siatą w stronę wolnego krzesła a sama kasuje bilet. Po czym z godnością zdejmuje siaty z siedzenia, żeby rozgościć się na wcześniej zarezerwowanym miejscu. Dotychczasowy rekord dzierży babcia, która po wtoczeniu się do starego Jelcza (a profilaktycznie zrobiła to dość głośno) miotnęła przed nosem współpasażerów solidnie wyglądającą siatą z co najmniej 5 kilogramami cukru/mąki/innego popakowanego badziewia na dobre trzy metry. Byli pod wrażeniem, szczególnie, że nie potrzebowała do tego zbyt wielkiego zamachu.
by Cienks
Babcie łowcy krzeseł - gdy autobus się zatrzyma i otworzy drzwi, ty nawet nie zdążysz sobie tego uświadomić, a ona już siedzi.
Babcie akrobatki - widząc wolne krzesło po drugiej stronie autobusu w cudowny sposób odzyskują mobilność, wrzucają laskę pod pachę i biegną do krzesła co sił w nogach.
Borostwory - ogromne babcie w futrzanych płaszczach zajmujące z reguły 1,5 - 2 miejsc siedzących. A niejako przeciwieństwem borostworów zajmujących dwa miejsca są babcie towarzyskie, które koniecznie muszą zmieścić się koło osoby siedzącej w Manie na tzw. "półtoraku". Bardzo ciekawa jest obserwacja jak one próbują tam usiąść. Najpierw siadają bokiem na samym brzegu, potem powoli wykonują obrót o 90 stopni i wtedy dociskają drugą osobę do okna. W przypadku siedzenia na podeście cały czas trwa walka o utrzymanie tyłka na miejscu podczas zakrętów.
Babcie wilki - atakują wataha, ich szczekanie rozlega się na cały autobus i wygryzają każdego z ich siedzeń
Babcie lokomotywy - jak siedzisz w autobusie, staja nad Tobą i zaczynają sapać. Niektóre sapią tak intensywnie, ze czujesz co jadła kilka godzin temu... Szczególną odmianą jest babcia Lord Vader. Sapie w szczególnie niemiły, metaliczny sposób. Człowiek tylko czeka na moment kiedy zadusi go posługując się ciemną stroną mocy.
Babcie ankieterki - na kilka przystanków przed ich docelowym przepytują ludzi, kto kiedy wysiada i starają się odpowiednio ustawić wszystkich w przejściu.
Babcia "Last Minute" - nie wstanie przed swoim przystankiem, ale siedzi twardo do samego końca i podrywa dupsko i przebija się do wyjścia jak kula armatnia dopiero wtedy, gdy ludzie zaczynają (na jej przystanku) wsiadać do transportera.
Babcia "Dromader" - widywane niegdyś w dużych ilościach koło HIT'a w '128'. W busie najpierw ląduje ciężko jedna pełna siata, potem druga, na końcu tarabani się staruszka wciągając za sobą wyładowany wózeczek. Potem przewala się z tym wszystkim jak walec przez zatłoczony autobus. Zawartość siat stanowi zazwyczaj jakieś 20 kilogramów cukru lub tyle samo mąki, woda w pięciolitrowych butlach i inna masówka, zakupiona zapewne dla całej kamienicy. Mi by się nie chciało tachać tych kilogramów, więc uważam, że tym babciom nie należy ustępować miejsca.
Babcia "Predator" - najbardziej obrzydliwy, wredny typ. Pokonuje nieraz spore dystanse do przystanku, ale już w busie czy tramwaju nie jest w stanie przejśc tych 6 metrów do wolnego miejsca, tylko staje nad kimś młodszym i terroryzuje go. Biedni młodzi ludzie kierując się kindersztubą ustępują grzecznie i przenoszą się gdzie indziej. A to jest błąd! Takiej babci trzeba wymownym wzrokiem pokazać wolne miejsce.
Babcie - siatomioty - wsiada sobie taka jedna do autobusu (ew. tramwaju), czujnym zwinnym okiem namierzając pozycję wolnego krzesła oraz najbliższego kasownika. Po przekalkulowaniu i zrobieniu symulacji (chodzi o trójwymiarową symulację ruchu współpasażerów w najbliższych 10 sekundach nałożoną na plan przestrzenny krzesło-kasownik-własna pozycja) rzuca siatą w stronę wolnego krzesła a sama kasuje bilet. Po czym z godnością zdejmuje siaty z siedzenia, żeby rozgościć się na wcześniej zarezerwowanym miejscu. Dotychczasowy rekord dzierży babcia, która po wtoczeniu się do starego Jelcza (a profilaktycznie zrobiła to dość głośno) miotnęła przed nosem współpasażerów solidnie wyglądającą siatą z co najmniej 5 kilogramami cukru/mąki/innego popakowanego badziewia na dobre trzy metry. Byli pod wrażeniem, szczególnie, że nie potrzebowała do tego zbyt wielkiego zamachu.
by Cienks
Żeby nie było, że się nie odzywam, choc Ewelina robi to jeszcze rzadziej, to piszę do Was. Właściwie to pozdrawiam z mojego łóżka, w którym oprócz mnie masa chusteczek, syrop, jakieś tabletki itp., a wśród tego MSG, którego powinnam się uczyc, choc nie mam siły - mam nadzieję, że Magda coś załatwi z panią i bedziemy to pisac w piątek. Trzymajcie się!
by Chudzi
by Chudzi
poniedziałek, 19 stycznia 2009
piątek, 16 stycznia 2009
... wszyscy gdzieś zniknęli?
Oj dziewczyny dziewczyny... po Was od razu widać, że sesja się zbliża;) na nic czasu nie mają...
Ja dziś sobie pomyślałam, że może czas wyrzucić moje butelki, bo za dużo miejsca zajmują- ale wiecie co jest najlepsze, że pamiętam każdą kiedy z kim i w jakich okolicznościach opróżniłam... i mi szkoda się ich pozbywać... Chyba zbyt łatwo się do wszystkiego przywiązuje... no ale apropo butelek i sesji:P to mi się kawał z tym skojarzył:
W jednym z pokoi akademika studenci wciąż wznoszą toast.
- Za Janka, żeby zdał ! W pewnym momencie do pokoju wchodzi Janek. Koledzy krzyczą:
- I co Janek zdałeś ? Zdałem, zdałem. Tylko jednej nie przyjęli, bo miała szyjkę obitą.
by Cienks
Ja dziś sobie pomyślałam, że może czas wyrzucić moje butelki, bo za dużo miejsca zajmują- ale wiecie co jest najlepsze, że pamiętam każdą kiedy z kim i w jakich okolicznościach opróżniłam... i mi szkoda się ich pozbywać... Chyba zbyt łatwo się do wszystkiego przywiązuje... no ale apropo butelek i sesji:P to mi się kawał z tym skojarzył:
W jednym z pokoi akademika studenci wciąż wznoszą toast.
- Za Janka, żeby zdał ! W pewnym momencie do pokoju wchodzi Janek. Koledzy krzyczą:
- I co Janek zdałeś ? Zdałem, zdałem. Tylko jednej nie przyjęli, bo miała szyjkę obitą.
by Cienks
niedziela, 11 stycznia 2009
niedzielna nuda...
Zamiast się uczyć postanowiłam, że coś napisze, bo reszta jakoś się nie kwapi:)
wracając do historii.... PIĄTKU:)
Od tamtej pory sąsiada nie spotkałam więc myślę, że nerwy już mu opadły... :)
Ogólnie chciałam podziękować za mały bałagan :P jak na was to grzecznie było- nawet Chudzi nic nie stłukła...
Dużo w sumie to ja się nie dowiedziałam o Was :) tak naprawdę, trzeba przyznać, że jedynym i najlepszym sposobem na poznanie drugiej osoby jest po prostu bycie z nią... no i czas... pamiętajcie dziewczyny im więcej czasu upłynie tym lepiej się poznamy...
Jeśli chodzi o mnie- i aluzje związane z tym, że mało o sobie mówię :) To chce Wam powiedzieć, że ja wcale nie jestem interesującym człowiekiem... a niektórych rzeczy nie mówię, ponieważ pytacie tylko o przeszłość, a mi wydaje się ważniejsza teraźniejszość i bliska przyszłość. Poza tym ważniejsze jest chyba poznawanie przez czyny, gesty, słowa a nie przez moje monotonne opowiastki o swoim dziwnym życiu :P
Ale póki co nie żałuję, że Was poznałam:)
No dobra a wracając do rzeczywistości to zamiast się uczyć to ja jak zwykle zajmowałam się głupotami np. wymyśliłam nową sztukę walki nazwaną przez Karolę "cienkusierą" :) Zajęcia odbywają się często :P ale wpisowe to Carlo koniecznie różowe...
by Cienks
wracając do historii.... PIĄTKU:)
Od tamtej pory sąsiada nie spotkałam więc myślę, że nerwy już mu opadły... :)
Ogólnie chciałam podziękować za mały bałagan :P jak na was to grzecznie było- nawet Chudzi nic nie stłukła...
Dużo w sumie to ja się nie dowiedziałam o Was :) tak naprawdę, trzeba przyznać, że jedynym i najlepszym sposobem na poznanie drugiej osoby jest po prostu bycie z nią... no i czas... pamiętajcie dziewczyny im więcej czasu upłynie tym lepiej się poznamy...
Jeśli chodzi o mnie- i aluzje związane z tym, że mało o sobie mówię :) To chce Wam powiedzieć, że ja wcale nie jestem interesującym człowiekiem... a niektórych rzeczy nie mówię, ponieważ pytacie tylko o przeszłość, a mi wydaje się ważniejsza teraźniejszość i bliska przyszłość. Poza tym ważniejsze jest chyba poznawanie przez czyny, gesty, słowa a nie przez moje monotonne opowiastki o swoim dziwnym życiu :P
Ale póki co nie żałuję, że Was poznałam:)
No dobra a wracając do rzeczywistości to zamiast się uczyć to ja jak zwykle zajmowałam się głupotami np. wymyśliłam nową sztukę walki nazwaną przez Karolę "cienkusierą" :) Zajęcia odbywają się często :P ale wpisowe to Carlo koniecznie różowe...
by Cienks
piątek, 9 stycznia 2009
penerskie problemy:)
Na początku chciałam Was skarcić, a w szczególności Brzezi Malenką, że jeszcze nie miała czasu aby tutaj coś napisać. Nie ładnie!
A teraz o moich problemach!
Otóż wyobraźcie sobie, że od początku tygodnia gnębi mnie jedna osoba:
A teraz o moich problemach!
Otóż wyobraźcie sobie, że od początku tygodnia gnębi mnie jedna osoba:
- wyzywa mnie od "Penerów"
- ciągle chrzani, że niedługo będzie wojna
- nie słucha się mnie wogóle :)
- ciągle opowiada jak pozbędziemy się talibów
- nie myje się
- ciągle bałagan robi
- przeklina non stopen!!
Mówię Wam robi się nie do zniesienia :P :P
A NAJGORSZE jest to, że ona ma niebezpieczną bron-
PALEC WĄCHACZ!!!
RATUUUNKU!!!
ZABIERZCIE JĄ ODE MNIE!!!!!! TO ZŁO!! To KAROLAAA!!
by Cienks
A NAJGORSZE jest to, że ona ma niebezpieczną bron-
PALEC WĄCHACZ!!!
RATUUUNKU!!!
ZABIERZCIE JĄ ODE MNIE!!!!!! TO ZŁO!! To KAROLAAA!!
by Cienks
wtorek, 6 stycznia 2009
Dobry wieczór! ;>
I na mnie przyszła pora, Iza krzyczy, że mam zacząć udzielać się tu razem z Wami, a Izie, jak każdy wie, podskakiwać nie wolno - więc jestem ;) jak na leniucha przystało 100 razy zabierałam się za to, ale zapału brakło. A że teraz choruję i wybłagałam zwolnienie z zajęć, to i czas się znalazł i chęci ;)
O tylu to sprawach chciałam już Wam napisać, święta za nami, sylwester - dużo wrażeń. Chociaż mi upłynęły przede wszystkim w atmosferze zimowego snu przerywanego maratonami "seksu w wielkim mieście". Kablówka to zło ;P ale, było minęło.
Wcześniej ktoś poruszył temat postanowień noworocznych. Tu mogłabym polać trochę wody. Dużo zmian przydałoby się w tym moim niepoukładanym życiu. Jak bardzo ono niepoukładane to chyba Iza wie najlepiej, wystarczy zajrzeć do mojego pokoju i voila ;> dlatego, tutaj, wszem i wobec ogłaszam - koniec szaleństw, tracenia głowy, szkolnej głupawki, grania w kalambury na kurniku, oglądania seriali, marnowania czasu, robienia z siebie głupka, odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę i... mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Pora się ustatkować. Zaległości na uczelni narastają a potem o, budzę się z ręką w nocniku. Tak być nie będzie, tak powiem. Koniec, finito i w ogóle. Od tej pory wprowadzam żelazne zasady, plany, a plan zawsze jest święty! To znaczy, no, hm, może, tak jakby........ od jutra wprowadzam ;P ach, no i najważniejsze, najgorsze, najstraszniejsze. Koniec z alkoholem! Swoje już w życiu wypiłam, ze znajomymi i tymi, co gorsza, nieznajomymi. I dumna z tego nie jestem ;P chociaż kiedy znajdzie się okazja, Carlo Rossi nie wzgardzę, nigdy! ;> a propos... jak to mówią o mężczyznach: mają dwie okazje do picia, pierwsza - kiedy pada, druga - kiedy nie pada ;P
i tym oto pozytywnym akcentem zakończę na dziś.
ps. wszystkim piszącym jutro koło - powodzenia!
ps2. pozdrowienia z chusteczkolandii ;D
ps3. i tak wiem, że z tych postanowień nic nie będzie, nic a nic.
ni hu hu ;>
I na mnie przyszła pora, Iza krzyczy, że mam zacząć udzielać się tu razem z Wami, a Izie, jak każdy wie, podskakiwać nie wolno - więc jestem ;) jak na leniucha przystało 100 razy zabierałam się za to, ale zapału brakło. A że teraz choruję i wybłagałam zwolnienie z zajęć, to i czas się znalazł i chęci ;)
O tylu to sprawach chciałam już Wam napisać, święta za nami, sylwester - dużo wrażeń. Chociaż mi upłynęły przede wszystkim w atmosferze zimowego snu przerywanego maratonami "seksu w wielkim mieście". Kablówka to zło ;P ale, było minęło.
Wcześniej ktoś poruszył temat postanowień noworocznych. Tu mogłabym polać trochę wody. Dużo zmian przydałoby się w tym moim niepoukładanym życiu. Jak bardzo ono niepoukładane to chyba Iza wie najlepiej, wystarczy zajrzeć do mojego pokoju i voila ;> dlatego, tutaj, wszem i wobec ogłaszam - koniec szaleństw, tracenia głowy, szkolnej głupawki, grania w kalambury na kurniku, oglądania seriali, marnowania czasu, robienia z siebie głupka, odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę i... mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Pora się ustatkować. Zaległości na uczelni narastają a potem o, budzę się z ręką w nocniku. Tak być nie będzie, tak powiem. Koniec, finito i w ogóle. Od tej pory wprowadzam żelazne zasady, plany, a plan zawsze jest święty! To znaczy, no, hm, może, tak jakby........ od jutra wprowadzam ;P ach, no i najważniejsze, najgorsze, najstraszniejsze. Koniec z alkoholem! Swoje już w życiu wypiłam, ze znajomymi i tymi, co gorsza, nieznajomymi. I dumna z tego nie jestem ;P chociaż kiedy znajdzie się okazja, Carlo Rossi nie wzgardzę, nigdy! ;> a propos... jak to mówią o mężczyznach: mają dwie okazje do picia, pierwsza - kiedy pada, druga - kiedy nie pada ;P
i tym oto pozytywnym akcentem zakończę na dziś.
ps. wszystkim piszącym jutro koło - powodzenia!
ps2. pozdrowienia z chusteczkolandii ;D
ps3. i tak wiem, że z tych postanowień nic nie będzie, nic a nic.
ni hu hu ;>
"Wszystko sprowadza się do linii. Linia mety na końcu stażu, czekanie w kolejce do szansy na operację.
I wreszcie, najważniejsza, linia oddzielająca ciebie od ludzi, z którymi pracujesz. Nie dobrze jest się zbyt spoufalać, zawierać przyjaźni. Potrzebne się granice między tobą i resztą świata. Inni ludzie są zbyt zagmatwani. Wszystko sprowadza się do linii. Rysowanie linii na piasku i modlenie się, żeby nikt ich nie przekroczył. [...] W pewnym momencie musisz podjąć decyzję. Granice nie oddzielają innych ludzi od ciebie. One odgradzają ciebie. Nasze życie jest pokręcone. Tak już zostaliśmy stworzeni. Więc możesz marnować czas na rysowaniu granic, albo możesz żyć, przekraczając je. Ale niektóre granice... są zbyt niebezpieczne, by je przekraczać. Jednak, jeśli odważysz się zaryzykować, widok po drugiej stronie jest spektakularny..."
niedziela, 4 stycznia 2009
:)
Witam w Nowym Roku:)
Izka, proszę zmień postanowienie, bo przywiozłam ze Słowacji, gdzie w Sylwestra szalałam na nartach pyszne tamtejsze wino jakiegoś Kniazia - biale poloslodkie:). Mam nadzieję, że spotkamy się wkrótce u Izy i opijemy moje 2x urodziny. Wino dobre, choc pewnie na tym jednym się nie skończy....
Do zobaczenia!!!!!
Izka, proszę zmień postanowienie, bo przywiozłam ze Słowacji, gdzie w Sylwestra szalałam na nartach pyszne tamtejsze wino jakiegoś Kniazia - biale poloslodkie:). Mam nadzieję, że spotkamy się wkrótce u Izy i opijemy moje 2x urodziny. Wino dobre, choc pewnie na tym jednym się nie skończy....
Do zobaczenia!!!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)